Wielkanoc Cover - Jordan B. Peterson: “12 Rules for Life – Antidote to chaos”

Niedziela Wielkanocna to odpowiedni moment, by zastanowić się zarówno nad niemożliwym twierdzeniem o cielesnym zmartwychwstaniu jednego człowieka, jak i nad hipotetycznie kosmicznym oraz zbawczym dla świata znaczeniem tego wydarzenia. Jest tak pomimo faktu, że nie da się ostatecznie sformułować żadnego skończonego, pojęciowego ujęcia idei śmierci i ponownych narodzin Chrystusa. Nawet dla zatwardziałych i zasadniczo redukcjonistycznych ateistów o naukowym nastawieniu (takich jak Richard Dawkins czy Sam Harris) pozostaje wielka zagadka: dlaczego ta całkowicie nieprawdopodobna historia wywarła tak ogromny wpływ? Archetypicznych opowieści nie da się ani zastąpić, ani pozbawić sensu za pomocą pojedynczej interpretacji – krytycznej czy pochwalnej. Jednak pomimo tego nieuchronnego ograniczenia warto iść naprzód i próbować wydobyć z nich sens wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i konieczne. Historia umierającego i zmartwychwstającego Boga jest jedną z najstarszych idei ludzkości. Przejawia się w najdawniejszych rytuałach szamańskich. Znajduje swoje echo w starożytnych opowieściach Mezopotamii, Egiptu i Grecji. Objawia się również w formach alegorycznych – w postaci feniksa, który spala się w ogniu, odzyskuje młodzieńczą postać i powstaje z popiołów. Przenika także kulturę popularną. Iron Man z uniwersum Marvela ratuje świat przed demonicznymi siłami – najpierw spada z nieba niczym Ikar, niemal ponosząc śmierć, a następnie powstaje. Harry Potter, posiadający, podobnie jak Chrystus, dwoje rodziców w dwóch różnych porządkach, umiera i odradza się w swojej walce z Voldemortem – symbolizującym postać Szatana. Wszystko to świadczy o głębokiej, niezniszczalnej i wiecznie powracającej rzeczywistości psychologicznej.

Idea, że Zbawiciel jest postacią, która umiera i zmartwychwstaje, stanowi dramatyczne czy też narracyjne przedstawienie brutalnego faktu, że postęp psychologiczny – a właściwie samo uczenie się – wymaga nieustannej śmierci i ponownych narodzin.

Jeśli w twoim życiu pojawia się kryzys spowodowany katastrofalną porażką, nowe informacje, z którymi się konfrontujesz, nie mogą zostać włączone do twojego rozumienia świata bez bolesnej śmierci wcześniejszych przekonań – wraz ze wszystkimi przerażającymi uświadomieniami, które z tego wynikają. Gdy pojawia się coś nowego, co rzuca ci wyzwanie, to, co w tobie stare i anachroniczne, musi spłonąć i umrzeć. Bardzo rzadko można nauczyć się czegoś naprawdę głębokiego, nie doświadczając przy tym nieznośnej katastrofy rozbitych marzeń oraz wstrząsającego duszą lęku niepewności i zwątpienia.

Oznacza to, że nie wystarczy być konserwatystą, utożsamiać się z przeszłością, przywiązywać się ideologicznie lub dogmatycznie do określonych poglądów albo po prostu pozostawać niezmienionym. Rzeczy się zmieniają, a każdy z nas – jak mówi Czerwona Królowa w Alicji w krainie czarów – musi biec tak szybko, jak tylko potrafi, aby pozostać w tym samym miejscu. Nie wystarczy również całkowicie porzucić tradycji i struktury w bezrefleksyjnym pędzie ku rewolucyjnej zmianie. Sama struktura jest niewystarczająca, ale wciąż pozostaje konieczna.

Nawet gdy straszliwe wydarzenia życia strącają nas do podziemnego świata, nie powinniśmy postrzegać siebie jako stałych mieszkańców tego mrocznego miejsca.

Zamiast tego musimy pamiętać, że każdy z nas jest dziełem w toku. Ideę tę urzeczywistnia ceremonia chrześcijańskiej Eucharystii. Dobrowolne przyjęcie ciała Chrystusa jest symboliczną przemianą uczestnika w naśladowcę Chrystusa; w osobę gotową przejść przez każdą śmierć, jaka okaże się konieczna, aby mogło narodzić się nowe stadium istnienia; w osobę gotową stanąć twarzą w twarz z tragedią i złem obecnym w życiu, przyjąć to doświadczenie, uczyć się z niego i dzięki temu zbliżyć się o kolejny krok do wiecznie oddalającego się Miasta Bożego.

Aby się rozwijać – zarówno psychologicznie, jak i duchowo – musisz nieustannie pozwalać rzeczom odchodzić. Musisz porzucać te rzeczy i tych ludzi, którzy hamują twój rozwój, nawet jeśli są bardzo bliscy twojemu sercu. Kiedy się mylisz, kiedy chybiasz celu, musisz pozwolić umrzeć tej części siebie, która jest w błędzie. Dopiero wtedy pozwalasz, by ożył w tobie nowy duch. Ten nowy duch jest żywą syntezą bolesnej wiedzy zawartej w popełnionym błędzie oraz struktur, których pierwotnie używałeś, aby zrozumieć daną sytuację. Jest on także przejawem potencjału, który istnieje w tobie, lecz nie został jeszcze wywołany przez dotychczasowe zmagania twojego życia.

Chrystus jest symbolicznie Drogą i Prawdą Życia – i nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez Niego. Przyjęcie procesu dobrowolnej śmierci i odrodzenia, który uosabia Chrystus, jest równoznaczne z tym rodzajem rozwoju psychologicznego, który rodzi się z podążania naprzód i wzwyż pomimo okropności życia. Uczciwa, indywidualna konfrontacja z nieznanym staje się katalizatorem odnowy kultury. To właśnie stanowi psychologiczną istotę chrześcijańskiego rytuału i wiary. Musimy utożsamić się z tą częścią nas samych, która zawsze wykracza poza to, co już wiemy, i ma wiarę, by porzucić stare pewniki, tak aby mogły powstać nowe wzorce istnienia.

Wyobraź sobie, że akceptacja własnej podatności na zranienie i niewiedzę jest warunkiem wstępnym rozwoju. Wyobraź sobie, że konfrontacja z przerażającą, nieznaną rzeczywistością – z jej paraliżującymi przejawami tragedii i zła – jest konieczna, aby mogły narodzić się zarówno mądrość, jak i dojrzałość. Wyobraź sobie również, że świadomość odgrywa jakąś centralną – choć wciąż słabo rozumianą – rolę w rzeczywistości kosmosu.

A potem zadaj sobie pytanie: jaki jest absolutny, hipotetyczny kres ludzkich możliwości, jeśli podatność na zranienie i niewiedza zostaną w pełni i całkowicie zaakceptowane? Odpowiedzią jest przykład Chrystusa: Jego przyjęcie krzyża, gotowość na zdradę ze strony najbliższych towarzyszy oraz na poddanie się złu państwa – a także przyjęcie własnego złamania i śmierci. Nawet niewielka domieszka pokory i odwagi rodzi rozwój i wzrost. Jeśli przyjmiemy nasz straszliwy los, będziemy żyć w prawdzie i potykać się, wspinając się pod górę – jakie są nasze granice? Co jesteśmy w stanie osiągnąć?

Oto pytanie wiary: czy poświęcisz swoje życie, aby odkryć, kim i czym naprawdę jesteś? Czy postawisz wszystko na jedną kartę, aby działać w najlepszy możliwy sposób? Czy jesteś gotów pozwolić, aby to, kim możesz się stać, nieustannie zwyciężało nad tym, kim jesteś teraz? Kto wie, co wszyscy moglibyśmy osiągnąć, gdyby każdy z nas przestał w końcu siedzieć okrakiem na płocie.

Jeśli traktujesz siebie tak, jakbyś miał znaczenie – wtedy rozkwitasz. Jeśli traktujesz ludzi wokół siebie tak, jakby byli nosicielami iskry boskości, wtedy twoje relacje jednocześnie stabilizują się i rozwijają. Gdy tworzymy społeczeństwo oparte na wielkiej idei wrodzonej wartości każdego człowieka (od świętego po przestępcę), wtedy ludzie stają się wolni, produktywni i zdolni do prowadzenia sensownego, twórczego życia, które nadaje godność tragedii ich ograniczonej egzystencji. Czy to wszystko nie wskazuje na jakąś głęboką prawdę?

Na początku suwerenem był wyłącznie król. Potem suwerenność zyskali możni. Następnie suwerenni stali się wszyscy mężczyźni. A potem nastąpiła chrześcijańska rewolucja i – w sposób niemal niewyobrażalny – suwerenna stała się każda pojedyncza dusza. Ta idea suwerenności i wartości jednostki stanowi podstawowe założenie naszych systemów prawnych i kulturowych, dlatego wszyscy chodzimy po świecie, zachowując się tak, jakby każdy z nas był boskim centrum logosu. Obdarzamy się nawzajem szacunkiem przysługującym obywatelom, którzy są suwerenni i równi wobec prawa. A jeśli ktoś nie traktuje nas w ten sposób – jeśli ktoś reaguje na nas tak, jakby nasza wolna wola była iluzją, albo odmawia uznania nas za istoty aktywnie uczestniczące w wyborze rezultatów własnego życia – wtedy czujemy się urażeni, rozgniewani, wzburzeni i dotknięci. Nasze wysoko rozwinięte zachodnie systemy prawne opierają się na uznaniu wewnętrznej wartości jednostki; na założeniu, że każda osoba może wystąpić naprzód, dobrowolnie przyjąć ciężar istnienia, pozytywnie się przemienić, podzielić się owocami tej przemiany z innymi i w ten sposób przesunąć rzeczywistość nieco bardziej w stronę nieba, a dalej od otchłani.

Oczywiście jesteśmy ograniczeni – i to poważnie – przez sposób naszego cielesnego istnienia. Nie możemy kształtować rzeczy w dowolny sposób, w dowolnym czasie i miejscu, ale z pewnością możemy posuwać się naprzód w znaczący sposób. Można zapytać: czy ta zdolność jest prawdziwa? Czy idea, że posiadamy świadomość, że jest ona w jakimś niepojętym sensie wolna i że odgrywa rolę w kształtowaniu kosmosu, jest rzeczywiście prawdziwa? Oczywiście wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez słowo „prawdziwa”, ale z pewnością wszyscy zachowujemy się tak, jakby to była prawda.

Na Zachodzie grozi nam dziś porzucenie własnej kultury – pozostawienie naszych wielkich opowieści na śmierć na ołtarzu naszej dociekliwości, cynizmu i lekkomyślności. Nie jest to droga, która zaprowadzi nas tam, gdzie chcielibyśmy się znaleźć, gdybyśmy byli naprawdę świadomi i uważni. Każdy z nas musi otworzyć się na tragedię istnienia. Psychologiczną prawdą jest to, że powinniśmy spotkać Szatana na pustyni, zrozumieć siebie jako epicentrum zła, ale także dobra, podjąć nasze tragiczne brzemiona i krzyże, umrzeć i odnowić nasze dusze.

To właśnie jest śmierć i zmartwychwstanie, które świętujemy w Wielkanoc. Najwyższy czas, abyśmy się obudzili i rozpoznali je jako takie.

 

Autor: Jordan B. Peterson

Źródło: The Sunday Times Magazine

Tłumaczenie: Adam Danisz

Facebooktwitterlinkedininstagramflickrfoursquaremail

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?