fbpx

Droga do totalitaryzmu (według teorii Jordana Petersona)

Kiedy miałem 13 lat, napisałem esej o Auschwitz. (…) Próbowałem zrozumieć, jak istoty ludzkie mogły tego dokonać, zdając sobie sprawę, że jestem jedną z nich. – Jordan B. Peterson

Kiedy Fryderyk Nietzsche w drugiej połowie XIX wieku pisał o „śmierci Boga” („Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili!”), ubrał to sformułowanie w tak dramatyczne szaty liryczne, w jakie tylko był w stanie („Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami? Najświętsze i najmożniejsze, co świat dotąd posiadał, krwią spłynęło pod naszemi nożami – kto zetrze z nas tę krew? Jakaż woda obmyćby nas mogła?”). Wiedział, że ówczesny świat stał przed wyborem jednej z dwóch dróg: albo drogi humanistycznego indywidualizmu („Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będziem musieli wynaleźć? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi?”), tak bardzo nieprawdopodobnego, jeśli brało się pod uwagę kierunek w jakim zmierzał świat po zawaleniu się chrześcijańskiego systemu wartości, na którym to była zbudowana okcydentalna cywilizacja; albo drogi nihilistycznego kolektywizmu, który według profetycznej analizy filozofa miał doprowadzić do wojen i rewolucji socjalistycznych, których śmiertelnymi ofiarami miały paść miliony Europejczyków.

Możliwe, że Nietzsche, będąc świadom nieuniknionych skutków usunięcia fundamentu względnie cywilizowanego porządku, nie odważyłby się być krytykiem chrześcijaństwa. Lecz gdy został profesorem filologii klasycznej w wieku 24 lat, to fakty materialistycznej nauki niemogącej pogodzić się z religią, odrzucenia teizmu i deizmu na rzecz ateizmu przez elity intelektualne oraz ogólnej utraty wiary wśród społeczeństw Europy skutkującej ucieczką w nacjonalizm, były oczywiste dla każdego świadomego obserwatora. Nietzsche, podsumowując