Pakiet: Trzy książki + eBook

238,00

Opis

Uwaga! Obecnie termin wysyłki może się wydłużyć. Najbliższa planowana wysyłka 07.12.2021.

Pakiet: Książka Jordana B. Petersona „Poza porządek. Kolejne 12 życiowych zasad” + Książka „Mapy sensu” + Książka „12 życiowych” + eBook „12 życiowych zasad”

Przy zamówieniu 4 książek DOSTAWA ZA DARMO.

Kupując w naszym sklepie wspierasz tłumaczenie materiałów autorstwa Jordana Petersona na język polski oraz promowanie jego przekazu w Polsce.

Jordan B. Peterson – Poza porządek. Kolejne 12 życiowych zasad. Wydanie polskie.

W książce „12 życiowych zasad”, która sprzedała się w ponad pięciu milionach egzemplarzy na całym świecie, psycholog kliniczny i intelektualista publiczny dr Jordan B. Peterson oferuje antidotum na chaos w naszym życiu – odwieczne prawdy ukazane w świetle współczesnych problemów i zaprzęgnięte do ich pokonywania. Jego spostrzeżenia pomogły milionom czytelników i odbiły się szerokim echem na całym świecie.

W długo wyczekiwanym drugim tomie dr Peterson kontynuuje swój wywód, pokazując, że w dużej mierze sens życia pochodzi także z sięgania do obszaru znajdującego się poza tym, co już znamy, oraz z przystosowywania się do ciągle zmieniającego się świata. Podczas gdy nadmiar chaosu przytłacza nas niepewnością, nadmiar porządku może prowadzić do uśpienia naszej ciekawości i pozbawiać nas twórczej energii. „Poza porządek” wzywa zatem do zrównoważenia tych dwóch podstawowych elementów rzeczywistości – porządku i chaosu – i odsłania głębokie poczucie sensu, jakie możemy odnaleźć, stąpając po ścieżce przebiegającej między tymi dwiema domenami.

Szczególnie teraz, w czasach pełnych niestabilności i cierpienia, dr Peterson przypomina nam, że istnieją uniwersalne źródła, z których wszyscy możemy czerpać siłę – to mądrość zawarta w psychologii, filozofii oraz prawdy ukryte w najwspanialszych mitach i opowieściach ludzkości. Czerpiąc ze starożytnych tekstów, z głęboko osobistych lekcji, jakie przyniosło mu własne życie, oraz z praktyki klinicznej, dr Peterson proponuje nam dwanaście kolejnych zasad, mających poprowadzić Czytelnika w kierunku śmielszego, bliższego prawdzie i bardziej wypełnionego sensem życia.

Jak Autor sam pisze we wstępie: „Ufam, że Czytelnicy uznają tę książkę za równie pomocną, co jej poprzedniczkę zawierającą pierwszy zestaw dwunastu zasad. Fakt, że tak wiele osób utrzymuje, iż czerpią siłę oraz inspirację z rozważań i historii, którymi mam przyjemność i zaszczyt się dzielić, niezmiennie pozostaje dla mnie źródłem bezgranicznego zadowolenia i wdzięczności”.

Poniżej możesz przeczytać fragment książki.

Informacje dodatkowe:
Waga: ~1kg
Typ okładki: miękka
Ilość Stron: 402

Jordan B. Peterson – 12 życiowych zasad: Antidotum na chaos po polsku.

Co powinien wiedzieć każdy, komu przyszło żyć we współczesnym świecie? Odpowiedzi renomowanego psychologa Jordana B. Petersona łączą z trudem wypracowane prawdy starożytnych tradycji z wymownymi ustaleniami nowoczesnej nauki.

W humorystycznym, zaskakującym i niezwykle pouczającym stylu prof. Peterson przekonuje dlaczego dzieciaki jeżdżące na deskorolkach należy zostawić w spokoju, jak marny los czeka ludzi z tendencją do pochopnej krytyki oraz dlaczego warto głaskać napotkane przypadkiem koty.

Co system nerwowy homarów może nauczyć nas o prawidłowej postawie i sukcesie w życiu? Dlaczego starożytni Egipcjanie za najwyższe bóstwo uznawali zdolność uważnego postrzegania świata? Na jak upiorne ścieżki trafiają ludzie przesiąknięci rozgoryczeniem, arogancją i żądzą zemsty? Prof. Peterson porusza wiele tematów, od dyscypliny, przez wolność i skłonność do ryzyka, po odpowiedzialność, skupiając mądrość życiową w 12 praktycznych zasadach. 12 życiowych zasad rozprawia się ze współczesnymi frazesami nauki, wiary i natury ludzkiej, uszlachetniając przy tym umysł i ducha czytelników.

Poniżej możesz przeczytać fragment książki.

Informacje dodatkowe:
Waga: ~0.8kg
Typ okładki: miękka
Formaty plików: .epub oraz mobi
Całkowita możliwa ilość pobrań plików: 4
Czas na pobranie plików: 14 dni

Jordan B. Peterson – Mapy sensu: Architektura przekonań. Wydanie polskie.

„Mapy sensu” traktują o najgłębszym poziomie ludzkiej psychiki. Są wezwaniem do nowego sposobu istnienia, a jednocześnie do pojednania się z przeszłością. Na każdym człowieku spoczywa odpowiedzialność uratowania swojego ojca z zaświatów. To najstarsza opowieść ludzkości. Bez tego mamy tylko chaos. „Mapy sensu” łączą neuropsychologię ze starożytną mitologią, od Mezopotamii przez Egipt i Judaizm po chrześcijaństwo, jak również taoizm oraz inne systemy wierzeń. Silny wpływ na tę książkę miała myśl Carla Junga oraz jego ucznia, Ericha Neumanna, jak również Freuda, Rogersa, a także innych wielkich XX-wiecznych psychologów-myślicieli.

„Mapy sensu” są wezwaniem do religijnego przebudzenia dla współczesnego umysłu. Jordan Peterson wyjaśnia w nich, jak udało mu się dojść do właściwej i głębszej alternatywy dla ideologicznego opętania – zarówno prawicowego, jak i lewicowego – oraz szaleństwa, do jakiego takie opętanie prowadzi. Prace nad tą książką odcisnęły swoje piętno na jego zdrowiu i, chwilami, poczytalności. Opowiada ona o okropieństwach Auschwitz i stalinowskich koszmarach, oraz o złu, jakie wiecznie czai się w ludzkiej duszy.

Renata Sigrist – tłumaczka książki

Poniżej możesz przeczytać fragment książki.

Informacje dodatkowe:
Waga: 1kg
Typ okładki: twarda
Ilość Stron: 694

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.

SKU: jbp-book-bo-rules-mom-ebook-bundle Kategoria:

Ponad

17000

Polubień na Facebooku

Ponad

4300

Kupionych tutaj książek

Ponad

5000

Użytkowników grupy na Facebooku

Rekomendacje i oceny

JBP to postać, z którą każdy człowiek powinien się zapoznać. Można na wiele tematów mieć inne poglądy, ale profesor pozostaje interesującym punktem odniesienia.
Łukasz

Jordan Peterson- psycholog kliniczny z Kanady to niebywale szlachetny umysł. Człowiek, który w przenikliwy sposób opisuje współczesne czasy, ludzi i ich problemy. Ma dar i przywilej chyba od samego Boga by z taką głębią, w tak przystępny i przejrzysty sposób mierzyć się z problemami człowieczeństwa. Charyzmatyczny, zabawny, sympatyczny myśliciel, którego motywujące do dobra przekonania warto poznać, pogłębiać i promować. Dla mnie J.Peterson to zalążek dobrych zmian.

Karolina

Jordan Peterson to mądry człowiek. Dzięki, że przybliżacie jego działalność polskim odbiorcom. Jako buddysta bardzo cenię jego przenikliwe wglądy na temat cierpienia i odpowiedzi na nie. Podoba mi się również jego skromność (potrafi publicznie przyznać się, że czegoś nie wie lub coś przekracza jego zdolności).

Robert

Mnóstwo ciekawych treści. Zdrowe podejście do podejmowanych tematów.

Bartek

Wybitny, geniusz XXI wieku.

Aleksandra

Dr. Jordan Peterson is one of the best if not the best intellectuals of our times. Everyone should have an access to his work, even not knowing English-language.

Lucyna

FRAGMENT WSTĘPU

Poza porządek. Kolejne 12 życiowych zasad

Nie zamierzam tu twierdzić, że wydarzenia, którymi los doświadczył w ostatnim czasie moją żonę, mnie oraz osoby zaangażowane w opiekę nad nią, w ostatecznym rozrachunku złożyły się na jakieś większe dobro. To, przez co zmuszona była przechodzić Tammy, było po prostu okropne. Przez ponad pół roku, mniej więcej co dwa, trzy dni, balansowała na granicy życia i śmierci, a kiedy wreszcie udało jej się przezwyciężyć wszystkie te kryzysy, musiała zmierzyć się z moją chorobą i nieobecnością. Jeśli chodzi o mnie, ciążyły mi okrutnie myśl o potencjalnej utracie kogoś, z kim przyjaźniłem się od pięćdziesięciu lat i z kim od trzydziestu lat łączył mnie związek małżeński, świadomość przygniatających konsekwencji tej straty dla bliskich mojej żony, w tym dla naszych dzieci oraz koszmarne następstwa farmakologicznego uzależnienia, w jakim nieświadomie się pogrążyłem. Nie jest moją intencją, aby umniejszać rozmiar tych nieszczęść, utrzymując, iż to, że zdołaliśmy przez nie przebrnąć, uczyniło nas lepszymi ludźmi. Mogę natomiast zaświadczyć, że tak bliskie otarcie się o śmierć zmotywowało moją żonę do zajęcia się pewnymi kwestiami związanymi z jej rozwojem duchowym i twórczym, z dalece większą pilnością i wytrwałością niż dotychczas; mnie zaś skłoniło do pisania, bądź też zachowywania podczas redakcji tej książki wyłącznie tych słów, które okazały się istotne nawet w warunkach skrajnego cierpienia. Nie ulega wątpliwości, że w najtrudniejszych chwilach przy życiu trzymali nas rodzina i przyjaciele (wymienieni w Zakończeniu tej książki). Niemniej jednak prawdą jest również to, że głębokie poczucie sensu, jakie odczuwałem na skutek poświęcenia się pracy nad tym tekstem oraz refleksja nad poruszanymi w nim ideami (czego starałem się nie przerywać przez cały opisywany tutaj czas, z wyjątkiem wspomnianego miesiąca, kiedy leżałem nieprzytomny na oddziale w Rosji) zapewniły mi zarówno powód do życia, jak i możliwość zweryfikowania słuszności moich przemyśleń.

Nie sądzę, abym kiedykolwiek twierdził – ani w mojej ostatniej książce, ani w tej – że wystarczy żyć zgodnie z proponowanymi przeze mnie zasadami, a wszystko będzie w porządku. Tym, co postulowałem – mam nadzieję z dostateczną klarownością – była rzecz następująca: gdy chaos wtargnie w twoje życie i całkowicie nim zawładnie, kiedy natura przeklnie cię lub dotknie ciężką chorobą kogoś ci bliskiego lub gdy tyrania doprowadzi do zniszczenia czegoś cennego, co budowałeś od lat, wówczas wysoce zbawienne może okazać się poznanie pozostałej części tej historii. Bowiem wszystkie te nieszczęścia to zaledwie połowa – ta gorzka – opowieści o istnieniu. Nie uwzględnia ona faktu, że heroiczny element odkupienia oraz szlachetność ludzkiego ducha wymagają pewnego brzemienia odpowiedzialności. Ignorując ten drugi element opowieści, czynimy to na własną zgubę. Życie jest tak ciężkie, że tracąc z oczu ów heroiczny aspekt istnienia, ryzykujemy utratę wszystkiego. A przecież nie chcemy, by tak się stało. Dlatego musimy podnieść głowę do góry, nabrać otuchy, przyglądać się temu, co się dzieje z należytą uwagą i żyć najlepiej, jak potrafimy.

Mamy pod ręką źródła siły, z których możemy czerpać i choć z pewnością nie są one idealne, mogą się okazać wystarczające. Dana jest nam możliwość uczenia się na błędach, o ile potrafimy przyznawać się do nich przed samymi sobą. Dysponujemy lekarstwami, do naszej dyspozycji są także szpitale oraz lekarze i pielęgniarki, którzy dzielnie i niestrudzenie starają się podnosić nas na duchu i pomagają nam przetrwać każdy kolejny dzień. Wreszcie mamy siebie – nasze własne: odwagę, hart ducha i zdolność do stawiania czoła przeciwnościom – a jeśli nawet i z nich już dawno została tylko krwawa miazga, a my gotowi jesteśmy wywiesić białą flagę, wciąż jeszcze możemy próbować zaczerpnąć siły emanującej z tych samych źródeł u innych ludzi, którym nasz los leży na sercu. Być może przy tak rozbudowanym systemie wsparcia istnieje jakaś szansa, że przetrwamy – choćby niewielka. Mogę powiedzieć, co jak dotąd było moim osobistym wybawieniem – to miłość, jaką darzę moich bliskich; miłość, jaką oni obdarzają mnie; wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół oraz fakt, że wciąż miałem do wykonania pełną znaczenia pracę, którą mozolnie starałem się kontynuować, stojąc na krawędzi przepaści. Przez cały ten czas musiałem niemal przymuszać się do siedzenia przy komputerze, do utrzymywania koncentracji, wreszcie do samego oddychania. Usilnie broniłem się przed powiedzeniem sobie: „do diabła z tym wszystkim”, w trakcie tych niekończących się miesięcy, jakie spędziłem w roli zakładnika lęku i przerażenia. I ledwie mi się to udawało. Przez większość czasu myślałem, że umrę w jednym z tych wielu szpitali, do których trafiłem. Jestem przekonany, że gdybym wtedy poddał się frustracji i rozgoryczeniu, nastałby mój ostateczny koniec. Nie mam też złudzeń, że unikając takiego losu, miałem sporo szczęścia.

Czyż nie jest słuszne twierdzić (nawet przy założeniu, że nie zawsze pozwoli nam to uwolnić się od trudnych sytuacji, w jakich przyjdzie nam się znaleźć), że lepiej radzilibyśmy sobie z niepewnością, bestialską twarzą natury, tyrańskim aspektem kultury czy z ludzką wrogością – złem obecnym w nas samych oraz w innych – gdybyśmy byli lepszymi, bardziej odważnymi ludźmi? Gdybyśmy aspirowali do wyższych wartości? Gdybyśmy byli mniej kłamliwi? Czy korzystne aspekty naszego doświadczenia nie objawiałyby się nam wówczas z większym prawdopodobieństwem i częstotliwością? Czyż nie jest możliwe, że gdyby nasze ambicje były dostatecznie szlachetne, nasza odwaga wystarczająca, nasza wierność prawdzie niezachwiana, wówczas wytworzone dzięki temu Dobro… no cóż, czyż nie stanowiłoby przeciwwagi dla wszelkich koszmarów? To oczywiście nie do końca tak, niemniej powyższe pytania retoryczne zawierają sporo prawdy. Przytoczone postawy i działania mogą przynajmniej zapewnić nam poczucie sensu na tyle silne, by nie pozwoliło naszym spotkaniom z lękiem i przerażeniem zatruć naszej duszy oraz przemienić otaczający nas świat w coś zdecydowanie za bardzo przypominającego piekło.

Dlaczego Poza porządek? To w pewnym sensie proste. Porządek to terytorium zbadane. Znajdujemy się w stanie porządku, kiedy działania, które uważamy za właściwe, przekładają się na rezultaty, do jakich dążymy. Rezultaty takie uznajemy za pozytywne, a jednocześnie wskazujące po pierwsze na to, że zbliżyliśmy się do czegoś, o co zabiegamy i po drugie, że nasza teoria na temat tego, jak działa świat, pozostaje zadowalająco bliska rzeczywistości. Jednakże wszelkie oblicza porządku – bez względu na to, jak bezpieczne i wygodne – mają swoje wady. Nasza wiedza o tym, jak nawigować przez życie, nigdy nie jest kompletna – po części z powodu cechującej nas fundamentalnej niewiedzy wobec bezkresnej sfery nieznanego, częściowo z powodu naszej rozmyślnej ślepoty, a także dlatego, że świat, za sprawą swej entropicznej natury, nie przestaje się zmieniać i nas zaskakiwać. Co więcej, porządek, który próbujemy narzucić światu, może z czasem ulec zesztywnieniu na skutek krótkowzrocznych prób wypchnięcia ze sfery rozważań wszystkiego, co nieznane. Gdy takie próby idą za daleko, pojawia się widmo totalitaryzmu napędzanego pragnieniem sprawowania pełnej kontroli tam, gdzie taka kontrola nie jest możliwa nawet w teorii. To z kolei oznacza ryzyko niebezpiecznego w swych skutkach zablokowania psychologicznej i społecznej ewolucji, niezbędnej, aby móc na bieżąco przystosowywać się do nieustannie zmieniającego się świata. To dlatego nieuchronnie stajemy przed koniecznością wyjścia poza porządek, w sferę jego przeciwieństwa – w chaos.

Jeśli ze stanem porządku mamy do czynienia wtedy, gdy rzeczywistość okazuje się zbieżna z naszymi oczekiwaniami – o ile działamy w zgodzie z naszą z trudem zdobytą mądrością – chaos jest tym, czego się nie spodziewaliśmy (lub na co pozostawaliśmy ślepi), a co otaczający nas potencjał niejako wypluwa w naszą stronę. Sam fakt, iż konkretne zjawisko wydarzyło się w przeszłości wiele razy, nie gwarantuje, że przyszłość przyniesie to samo . Nie zapominajmy, że zawsze istniała i istnieć nie przestanie domena wykraczająca poza to, co znamy i potrafimy przewidzieć. Chaos to anomalia, nowość, nieprzewidywalność, przemiana i zakłócenie. Niestety, bardzo często oznacza także upadek, kiedy okazuje się, że na czymś, co uznawaliśmy za pewnik, nie można jednak polegać. Niekiedy z kolei chaos ujawnia się w sposób subtelny, odsłaniając przed nami swe tajemnice poprzez doświadczenia wzbudzające w nas ciekawość, ekscytację i zainteresowanie. Ten rodzaj styczności z chaosem jest szczególnie prawdopodobny, choć nie gwarantowany, kiedy w sferę nieznanego zanurzamy się dobrowolnie, po uprzednim przygotowaniu oraz z zachowaniem dyscypliny. Innym razem to, co nieoczekiwane, daje o sobie znać w sposób nagły, przypadkowy i z reguły bolesny, w wyniku czego tracimy grunt pod nogami i mocno obrywamy od życia, a pozbieranie się po takim wstrząsie jest szalenie trudne, jeśli nie niemożliwe.

Ani stanu porządku, ani też stanu chaosu nie należy traktować jako z natury lepszego od jego przeciwieństwa. To błędne podejście do sprawy. Niemniej w mojej wcześniejszej książce –12 życiowych zasad. Antidotum na chaos– więcej uwagi poświęciłem temu, jak radzić sobie z konsekwencjami chaosu występującego ewidentnie w nadmiarze . Na nagłe i nieprzewidywalne zmiany reagujemy, przygotowując się – fizjologicznie i psychologicznie – na najgorsze. A ponieważ tylko Bóg jeden wie, jak to „najgorsze” może rzeczywiście wyglądać, motywowani naszą niewiedzą, próbujemy się zabezpieczyć na wszelkie możliwe ewentualności. Problem w tym, że ta konieczność nieustannego przygotowywania się w dłuższej perspektywie czasu może nas wyczerpać. Ale mimo iż do wszystkiego co nieznane należy podchodzić ostrożnie, w żadnym razie nie oznacza to, że chaos powinien zostać całkowicie wyeliminowany z naszego życia (nie wspominając o tym, że to raczej niewykonalne), co wielokrotnie podkreślałem w mojej poprzedniej książce. Wszystko to, co pozbawione kontaktu z nowością, ulega skostnieniu i takie też będzie życie odarte z ciekawości – tego instynktu, który popycha nas w nieznane – stając się wyraźnie skarlałą formą egzystencji. Nowe jest także ekscytujące, pobudzające oraz intrygujące, trzeba tylko uważać, aby tempo wprowadzania w nasze życie zmian nadmiernie go nie zdestabilizowało.

Podobnie jak 12 życiowych zasad ta książka również zawiera omówienie reguł zaczerpniętych z dłuższej listy liczącej ich czterdzieści dwie. Spis ten został pierwotnie opublikowany i zyskał popularność na portalu Quora. Natomiast inaczej niż miało to miejsce w poprzedniej pracy, myślą przewodnią książkiPoza porządekjest refleksja nad tym, jak korzystnie uniknąć zagrożenia wynikającego z nadmiaru bezpieczeństwa i dyscypliny w naszym życiu. Jako że dysponujemy ograniczonym rozumieniem świata (o czym przekonujemy się, kiedy sprawy, które próbujemy utrzymać pod kontrolą, raz za razem nam się spod niej wymykają), konieczne jest, abyśmy, pozostawiając jedną nogę na stabilnym gruncie domeny porządku, drugą próbowali ostrożnie wykroczyć poza to terytorium. Stojąc na pograniczu mamy w sobie swoisty pęd do odkrywania i odnajdywania najgłębszego sensu – czując się na tyle bezpieczni, by nie dać się onieśmielić strachowi, ale jednocześnie ucząc się, nieprzerwanie się ucząc, poprzez stawianie czoła temu, z czym jeszcze nie udało nam się pogodzić lub do czego jeszcze się nie przystosowaliśmy. To właśnie owo instynktowne łaknienie poczucia sensu – czegoś dalece głębszego od zwykłych myśli – służy nam niejako za kompas i pozwala obrać w życiu właściwy kierunek, aby nie przytłoczyło nas to, na co nie mamy wpływu („nieznane”), jak też – co równie niebezpieczne – abyśmy uniknęli skostnienia w ramach anachronicznych, zbyt sztywnych systemów wartości i przekonań, często zakładanych jako ideologiczne szaty służące do paradowania przed innymi.

A o czym dokładnie będę tutaj pisał? Zasada I przedstawia związek pomiędzy stabilnymi, przewidywalnymi strukturami społecznymi a zdrowiem psychicznym jednostki. W tym rozdziale przedstawiam też argumenty na potwierdzenie tezy, że aby takie struktury zachowały swą użyteczność, muszą być stale aktualizowane przez kreatywne, twórcze jednostki. W Zasadzie II, opierając się na kilku opowieściach – starożytnych i współczesnych – analizuję jeden ze starych alchemicznych obrazów, aby rzucić nieco światła na naturę i rozwój zintegrowanej osobowości ludzkiej. Zasada III to ostrzeżenie przed zagrożeniem wynikającym z unikania informacji (kluczowych dla ciągłej odnowy psychiki) sygnalizowanych przez pojawienie się negatywnych emocji takich jak ból, lęk czy strach.

Zasada IV dowodzi, że poczucie sensu, podtrzymujące ludzi na duchu w trudnych chwilach, tkwi nie tyle w szczęściu (które jest zbyt ulotne), co w dobrowolnym przyjęciu dojrzałej odpowiedzialności za siebie oraz innych. W Zasadzie V posługuję się pojedynczym przykładem, zaczerpniętym z mojego doświadczenia jako psychologa klinicznego, by zilustrować osobistą i społeczną konieczność respektowania nakazów sumienia. Zasada VI opisuje niebezpieczeństwo, jakie pociąga za sobą przypisywanie złożonym (zarówno indywidualnym, jak i społecznym) problemom prostych przyczyn sprowadzających się do pojedynczych czynników takich jak płeć, klasa społeczna czy władza.

W Zasadzie VII zarysowuję kluczową zależność pomiędzy zdyscyplinowanym dążeniem do pojedynczego celu a wykuwaniem indywidualnego charakteru, zdolnego walczyć z przeciwnościami losu na wielu frontach. W Zasadzie VIII skupiam się na żywotnym znaczeniu doznania estetycznego jako przewodnika pozwalającego nam rozpoznać, co jest prawdą, dobrem i trwałą opoką w świecie ludzkiego doświadczenia. W Zasadzie IX pokazuję, że przeżycia z przeszłości, wspomnienie których do dziś wzbudza w nas ból i lęk, można pozbawić tego destrukcyjnego wpływu poprzez ich ponowne zgłębienie w ramach dobrowolnej werbalnej eksploracji.

Zasada X zwraca uwagę na znaczenie prowadzonych w przejrzysty sposób negocjacji oraz ich udziału w pielęgnowaniu dobrej woli, wzajemnego szacunku oraz szczerej współpracy, bez których nie może być mowy o utrzymywaniu prawdziwie romantycznej relacji przez dłuższy czas. Zasadę XI rozpoczynam od opisania świata ludzkiego doświadczenia, ukazując, co stoi za trzema powszechnymi i wyjątkowo niebezpiecznymi schematami reakcji psychologicznej, następnie przedstawiam katastrofalne skutki padania ofiarą jakiegokolwiek z nich, bądź wszystkich trzech na raz, a na koniec proponuję alternatywną ścieżkę. W Zasadzie XII argumentuję, że wdzięczność w obliczu nieuniknionych tragedii życia należy traktować jako elementarny przejaw godnej podziwu odwagi moralnej, niezbędnej do kontynuowania naszego trudnego marszu pod górę .

Mam nadzieję, że moje objaśnienia tego drugiego zestawu dwunastu zasad zostały napisane ręką człowieka mądrzejszego niż autor pierwszego tuzina – choćby ze względu na konstruktywne informacje zwrotne, jakie otrzymywałem w trakcie wysiłków podejmowanych celem formułowania moich przemyśleń na potrzeby widzów z całego świata, do których docierałem osobiście, na moim kanale YouTube oraz za pośrednictwem bloga i w podcastach . Ogromnie liczę więc na to, że zdołałem tutaj doprecyzować pewne kwestie, których być może nie udało mi się w sposób optymalny rozwinąć w poprzedniej pracy, a jednocześnie, że byłem w stanie zawrzeć tu sporo oryginalnych idei. Wreszcie ufam, że Czytelnicy uznają tę książkę za równie pomocną, co jej poprzedniczkę zawierającą pierwszy zestaw dwunastu zasad. Fakt, że tak wiele osób utrzymuje, iż czerpią siłę oraz inspirację z rozważań i historii, którymi mam przyjemność i zaszczyt się dzielić, niezmiennie pozostaje dla mnie źródłem bezgranicznego zadowolenia i wdzięczności.

FRAGMENT KSIĄŻKI

12 życiowych zasad

Homary a terytorium

Jak większość ludzi, prawdopodobnie nieczęsto myślisz o homarach[1] – no, chyba że akurat jakiegoś spożywasz. Tymczasem warto zainteresować się tymi ciekawymi, a zarazem przepysznymi skorupiakami. Ich układ nerwowy jest względnie prosty: mają duże i łatwe do obserwowania neurony – magiczne komórki mózgu. Naukowcy mogli dzięki temu stworzyć dokładne mapy połączeń nerwowych w organizmach homarów. Wyniki badań pomogły lepiej zrozumieć strukturę i funkcje mózgu oraz zachowania bardziej skomplikowanych zwierząt, w tym ludzi. Jak się wkrótce przekonasz, homary mają z tobą więcej wspólnego, niż myślisz.

Homary żyją na dnie oceanów. Do życia potrzebują obszaru, na którym mogą polować na mniejsze stworzenia i wynajdywać wszelkie jadalne resztki opadające z nieustannej, śmiertelnej rzezi rozgrywającej się w bezkresie wód nad nimi. Potrzebują miejsca, gdzie mogą spokojnie zajmować się swoimi sprawami. Potrzebują domu.

To może powodować problemy, ponieważ homarów jest wiele. Co jeśli dwa z nich znajdą się na tym samym skrawku dna oceanu, w tym samym czasie, oba z zamiarem egzystowania właśnie tam? Co się dzieje, gdy setki homarów chcą żyć i założyć rodzinę w tej samej, zatłoczonej krainie piasku i odpadków?

Problem ten dotyczy również innych stworzeń. Na przykład, gdy ptaki z podrzędu śpiewających wracają wiosną na północ, wdają się w zaciekłe spory terytorialne. Melodie, które wyśpiewują, tak błogie i piękne dla ludzkich uszu, to w ptasiej rzeczywistości syreni śpiew i okrzyki dominacji. Utalentowany muzycznie ptak to mały wojownik ogłaszający swoją suwerenność. Weźmy na przykład strzyżyka – niewielkiego zadziornego ptaka żywiącego się owadami, często spotykanego w Ameryce Północnej. Nowoprzybyły strzyżyk szuka bezpiecznego miejsca do zbudowania gniazda z dala od wiatru i deszczu. Chce, żeby znajdowało się ono w pobliżu źródeł pożywienia i w lokalizacji atrakcyjnej dla potencjalnych partnerek. Chce także wyraźnie dać do zrozumienia innym strzyżykom, rywalizującym z nim o to miejsce, aby zachowały dystans.

Ptaki a terytorium

Gdy miałem dziesięć lat, razem z moim tatą zbudowaliśmy domek dla strzyżyków. Miał kształt krytego wozu i wejście wielkości ćwierćdolarówki. Czyniło go to odpowiednim dla niewielkich strzyżyków, ale niedostępnym dla innych, większych ptaków, które nie mieściły się w otworze wejściowym. W swoim ogrodzie domek dla ptaków miała również nasza sąsiadka, urocza starsza pani. Na jej prośbę skonstruowaliśmy go dla niej równocześnie z naszym domkiem, jako budulec wykorzystując stary gumowy but. Wejście do niego było na tyle duże, aby pomieścić rudzika. Razem oczekiwaliśmy dnia, w którym domki zostaną zamieszkane.

Wkrótce jakiś strzyżyk odkrył nasz domek i urządził w nim swoje lokum. Wczesną wiosną przysłuchiwaliśmy się jego długim, dźwięcznym melodiom powtarzanym w kółko. Jednak – co zaskakujące – nasz fruwający najemca, gdy już zbudował zadowalające gniazdo w malutkim krytym wozie, zajął się znoszeniem małych patyczków do gumowego buta sąsiadki wiszącego na drzewie za płotem. Wypchał go nimi po brzegi, tak, że żaden inny ptak, duży czy mały, nie byłby zdolny tam wejść. Naszej sąsiadce nie spodobało się to uderzenie wyprzedzające, ale nie bardzo było co z tym zrobić. „Jeżeli zdejmiemy but – powiedział mój tato – wyczyścimy go i umieścimy z powrotem na drzewie, strzyżyk znowu nafaszeruje go śmieciami”. Strzyżyki są małe i urocze, ale są też bezlitosne.

Poprzedniej zimy złamałem nogę jeżdżąc na nartach (już przy pierwszym zjeździe)  i dostałem trochę pieniędzy przyznawanych w ramach szkolnej polityki mającej najwyraźniej na celu nagradzanie pechowych, niezdarnych dzieci. Zakupiłem za nie magnetofon kasetowy (nowinka branży high-tech w tamtych czasach). Tato zasugerował mi, abym położył się na trawie niedaleko domku strzyżyka i nagrał jego śpiew, a następnie odtworzył i zobaczył, co się stanie. Tak też zrobiłem – w słoneczny wiosenny poranek przyczaiłem się pod drzewem i nagrałem kilka minut wściekłej deklaracji niepodległości strzyżyka. Następnie odtworzyłem mu jego własny głos. Ten mikrus, trzy razy mniejszy od wróbla, zaczął atakować z powietrza niczym myszołów mnie i mój magnetofon. Wielokrotnie widzieliśmy go w takiej furii także bez magnetofonu. Gdy tylko jakiś ptak, nawet dużo większy, śmiał przysiąść i odpoczywać na dowolnym z pobliskich drzew, narażał się na szturm strzyżyka-kamikadze.

Oczywiście strzyżyki i homary różnią się zasadniczo. Homary nie latają, nie śpiewają i nie przesiadują całymi dniami na gałęziach. Strzyżyki mają pióra, a nie pancerz. Nie potrafią oddychać pod wodą i rzadko serwuje się je z masłem. Jednak pod wieloma istotnymi względami zwierzęta te są do siebie podobne. Na przykład: oba gatunki mają obsesję na punkcie statusu i pozycji, tak jak zresztą wiele innych stworzeń. Norweski zoolog i psycholog porównawczy Thorlief Schjelderup-Ebbe zaobserwował w 1921 roku, że nawet wśród pospolitych kur domowych ustalany jest „porządek dziobania”[2].

Rozstrzygnięcie, kto jest kim w świecie kur, ma istotne przełożenie na szanse przetrwania poszczególnych osobników, zwłaszcza w okresach niedoborów. Ptaki, które zawsze mają pierwszeństwo w dostępie do wszystkiego, co o poranku zostanie rozsypane w zagrodzie, to lokalni celebryci. Po nich przystępują do jedzenia rezerwowi, sługusi i pozerzy. Następnie przychodzi kolej kur trzeciego sortu i tak dalej, aż do zszarganych, podziobanych przez innych, częściowo tylko upierzonych nieszczęśników, okupujących najniższą warstwę kurzej hierarchii.

Kury, podobnie jak mieszkańcy przedmieść, żyją w grupach. Ptaki z podrzędu śpiewających, jak choćby strzyżyki, w grupach nie żyją, ale mimo to podlegają hierarchii dominacyjnej. Obejmuje ona po prostu większe terytorium. Ptaki najbardziej przebiegłe, najsilniejsze, najzdrowsze i mające najwięcej szczęścia zajmują i bronią najlepszych terytoriów. Dzięki temu mają większe szanse na zwrócenie uwagi najlepszych partnerek oraz spłodzenie potomstwa, które przetrwa okres pisklęcy i świetnie poradzi sobie w życiu dorosłym. Ochrona przed wiatrem, deszczem i drapieżnikami oraz łatwy dostęp do pokarmu wysokiej jakości przekłada się na łatwiejsze życie. Terytorium ma znaczenie, a między prawami terytorialnymi a statusem społecznym jest niewielka różnica. To często sprawa życia i śmierci.

Jeśli przez silnie zhierarchizowaną społeczność ptaków przetoczy się choroba zakaźna, osobniki najmniej dominujące, wiodące najtrudniejszy żywot, okupujące najniższe szczeble hierarchii ptasiego świata, narażone są na największe ryzyko śmierci[3]. Ta sama zasada dotyczy społeczności ludzkich, na przykład kiedy wybuchają epidemie wirusa ptasiej grypy czy innych chorób. Ubodzy i doświadczeni przez życie zawsze umierają szybciej i liczniej. Ci ludzie są także bardziej narażeni na choroby niezakaźne, takie jak rak, cukrzyca czy choroby serca. Gdy arystokracja łapie przeziębienie, klasa robotnicza umiera na zapalenie płuc.

Ponieważ rodzaj przestrzeni życiowej ma znaczenie, a najlepsze lokalizacje zawsze są ograniczone, zabieganie o terytoria pośród zwierząt prowadzi do konfliktów. Konflikt tworzy kolejny problem: jak wygrać bądź przegrać bez ponoszenia przez skłócone strony zbyt wysokich kosztów. To bardzo ważne. Wyobraźmy sobie dwa ptaki sprzeczające się o pożądane miejsce na gniazdo. Ich interakcja może łatwo przerodzić się w bezwzględną walkę fizyczną. W takiej sytuacji jeden z ptaków, zazwyczaj ten większy, ostatecznie wygra, jednak nawet zwycięzca może w trakcie starcia odnieść poważne rany. Oznacza to, że trzeci ptak – cwany obserwator, zdrowy i wypoczęty – może wkroczyć i pokonać poszkodowanego w walce zwycięzcę. To kiepski układ dla dwóch pierwszych ptaków.

[1]              Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej na temat homarów, polecam tę pozycję: T. Corson, The secret life of lobsters: how fishermen and scientist are unraveling the mysteries of our favourite crustacean, Nowy Jork, wyd. Harper Perennial, 2005.

[2]              T. Schjelderup-Ebbe, Social behavior of birds, Clark University Press, 1935. Zobacz też: J.S. Price, L. Sloman, Depression as yielding behavior: An animal model based on Schjelderup-Ebbe’s pecking order, „Ethology and Sociobiology”, 8/1987, s. 85–98.

[3]              R.M. Sapolsky, Social status and health in humans and other animals, „Annual Review of Anthropology”, 33/1987, s. 393–418.

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST JORDANA PETERSONA DO SWOJEGO OJCA NAPISANY W TRAKCIE PRAC NAD KSIĄŻKĄ „MAPY SENSU"

Mapy sensu: Architektura przekonań

listopad 1986 roku

Drogi Tato,

obiecałem Ci kiedyś, że pewnego dnia opowiem Ci, o czym ma być książka, którą staram się napisać. Przez ostatni miesiąc nie pracowałem nad nią zbyt wiele, choć w pewien sposób nie opuszcza ona moich myśli i wszystko, czego się uczę w mojej drugiej pracy, jakoś się do niej odnosi. Ponieważ na tę chwilę porzuciłem pisanie, pomyślałem, że mógłbym Ci o tej książce opowiedzieć – możliwe, że pomoże mi to jakoś uporządkować myśli.

Nie do końca pojmuję, co jest siłą napędową popychającą mnie do pracy, choć teraz rozumiem to lepiej niż kiedyś, jakieś dwa, trzy lata temu, kiedy dosłownie doprowadzało mnie to do szaleństwa. Już trzy czy cztery lata przed rozpoczęciem pisania byłem owładnięty obsesją wojny, często śniłem sny pełne przemocy, które nieustannie krążyły wokół motywu zniszczenia. Wierzę teraz, że moje zatroskanie śmiercią na masową skalę było ściśle powiązane z moim życiem osobistym i że mój niepokój dotyczący sensu życia (na tym poziomie, który pojawia się wraz z kontemplacją śmierci) przyjął u mnie uogólnioną formę dotyczącą wartości ludzkości jako takiej i celu życia w ogóle.

Carl Jung powiedział niegdyś, że wszystkie osobiste problemy są istotne dla społeczeństw, ponieważ jesteśmy tak do siebie podobni, że każde wystarczająco głębokie rozwiązanie osobistego problemu (jeśli tylko zostanie przekazane innym), może zmniejszyć prawdopodobieństwo zaistnienia tego problemu w doświadczeniu innych w przyszłości. W rzeczy samej, w taki właśnie sposób społeczeństwo i jednostka nawzajem się wspierają. Tym właśnie sposobem mój niepokój związany z wojną niosącą śmierć na poziomie ogólnym przywiódł mnie do koncepcji i idei dotyczących sensu życia na poziomie osobistym – idei, które nigdy wcześniej, zanim się z nimi zetknąłem, nie były dla mnie istotne czy wiarygodne, i które, jak nadal mniemam, graniczą z tym, co w normalnych okolicznościach można byłoby uznać za szaleństwo.

Wielu ludzi wierzy, że przyczyny wojen mają swoje korzenie w polityce. Ponieważ jakieś grupy ludzi walczą ze sobą i ponieważ to właśnie one oddają się polityce, przekonanie to wydaje się dobrze uzasadnione i w rzeczywistości jest w nim ziarno prawdy. Równie prawdziwe jest też to, że warto szukać tego, czego nie chcesz znaleźć, w miejscu, o którym wiesz, że tam tego nie będzie. Współcześnie panująca tendencja do zajmowania się globalną polityką i przymus angażowania się w „słuszną sprawę”, zastępujące prowadzenie odpowiedzialnego życia, wydają mi się dowodem na to, że chęć nieznajdowania często zwycięża nad prawdziwym poszukiwaniem prawdy. Widzisz, tak już jest, że ludzie nie chcą prawdy, ponieważ prawda niszczy to, co pojawia się z braku wiary i całą zawartą w tym fałszywą pociechę. Nie można żyć jednocześnie w takim świecie, w jakim chciałbyś żyć oraz w świecie realnym; zatem niszczenie fantazji na rzecz prawdy często wydaje się kiepskim pomysłem. Po części u podstaw tego unikania [prawdy – przyp. tłum.] leży niechęć do ponoszenia odpowiedzialności – jednakże kryje się w tym także strach przed taką możliwością. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Ponieważ każdy człowiek jest produktem swoich czasów i ponieważ dotyczy to również mnie, szukałem tego, co chciałem znaleźć tam, gdzie dla wszystkich takie poszukiwanie byłoby oczywiste – w polityce, w naukach politycznych, w badaniach zachowań grupowych. Zajmowałem się tym w okresie, w którym angażowałem się w działalność NDP oraz kiedy studiowałem politologię. Trwało to latami, do czasu, aż przekonałem się, że zastosowanie systemu myślenia takiego jak socjalizm (czy jakiegokolwiek innego –izmu, jeśli już o tym mówimy) do rozwiązania problemu oraz rozwiązanie tego problemu nie są jedną i tą samą rzeczą. W pierwszym przypadku możesz obwiniać kogoś (kto nie jest tobą): bogatych, Amerykanów, białych, rząd, ustrój – cokolwiek, o ile nie będziesz to ty sam.

Doszedłem do wniosku, że problemy o globalnych proporcjach istnieją jako problemy, ponieważ wszyscy na kuli ziemskiej myślą i działają w taki sposób, żeby one istniały. Cóż to znaczy? Oznacza to, że jeśli ten problem w rzeczywistości posiada rozwiązanie, wówczas to, co wszyscy myślą w związku z nim – a tym samym także to, co ja sam na ten temat myślę – musi być zasadniczo błędne. Teraz problem tkwiący w tym sposobie rozumowania wydaje się prosty i nieuchronnie prowadzi do następującej konkluzji: im bardziej fundamentalny problem, tym bardziej fundamentalny błąd – z mojego punktu widzenia.

Zacząłem wierzyć, że samo przetrwanie, a nawet więcej, zależy od rozwiązania problemu wojny. Sprawiło to, że zacząłem myśleć, iż być może wszystko to, w co wierzyłem do tej pory, okazało się błędne. Wnioski te nie były szczególnie przyjemne, a na domiar złego poważnie komplikował je fakt, iż zdałem sobie również sprawę z tego, że chociaż zdecydowanie wierzę w różne rzeczy, nie zawsze wiem, w co wierzę, a jak już się dowiem w co, wówczas nie wiem dlaczego.

Widzisz, to historia sama w sobie uwarunkowała wszystko, w co wierzę, nawet jeśli wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy. Przede wszystkim to kwestia czystej, nieświadomej arogancji z mojej strony, iż postulowałem, że choć w połowie wiem cokolwiek na temat tego kim bądź czym jestem lub też co już powstało dzięki tym procesom życia i historii oraz jak one wpłynęły na moje zachowanie i przekonania. Jedną rzeczą jest być nieświadomym odpowiedzi, a całkiem inną nie być w stanie nawet rozważyć pytania.

Pomyślałem, że skonfrontowanie się z tym, co mnie przeraża – z tym, co zwraca moje sny przeciwko mnie – mogłoby mi pomóc znieść tę okropną rzecz. Ta myśl – darowana mi dzięki Bożej łasce – pozwoliła mi uwierzyć, że mogę odnaleźć to, czego pragnę najbardziej (gdybym tylko mógł znieść prawdę; gdybym był gotów za nią podążać, dokądkolwiek by mnie zawiodła; gdybym mógł poświęcić swoje życie postępowaniu zgodnym z tym, co odkryłem, cokolwiek to mogło być, bez zastrzeżeń – wiedząc, w jakiś sposób, że skoro już zacząłem, przerwana próba zniszczyłaby przynajmniej mój szacunek do samego siebie, a w najgorszym przypadku – mój zdrowy rozum i chęć do życia).

Teraz wierzę, że każdy ma przed sobą taki wybór, nawet jeśli ludzie o tym nie wiedzą lub też nie są w stanie tego do siebie dopuścić; że wszyscy dokonują tego wyboru każdą swoją decyzją i każdym podjętym przez siebie działaniem.

Wcześniej już wspomniałem, że historia uwarunkowała sposób, w jaki myślę i działam. Dążenie do takiego zrozumienia – które jest raczej samo przez się oczywiste, gdy tylko zostanie osiągnięte – doprowadziło mnie do studiowania historii jako zjawiska psychologicznego. Widzisz, jeśli to, co myślę i to, czym jestem, stanowi produkt historii, oznacza to, że historia też musi we mnie przyjmować jakąś formę, jeśli można to tak ująć, i z mojego wnętrza określa, kim jestem. Łatwiej będzie to zrozumieć, jeśli pomyślisz, że noszę w sobie obraz Ciebie składający się ze wspomnień Twojego postępowania, Twoich oczekiwań oraz obrazów Twojego zachowania. Ten wizerunek wywierał głęboki wpływ na to, jak się zachowywałem, kiedy byłem dzieckiem, kiedy, nawet pod Twoją nieobecność, czułem się zmuszony do przestrzegania zasad, których Ty przestrzegałeś (a których ja nauczyłem się przez naśladowanie i które mi wpoiłeś metodą pochwały i kary). Czasami ten obraz Ciebie we mnie przyjmuje postać osoby – kiedy mi się śnisz.

Zatem z psychologicznego punktu widzenia łatwo jest uwierzyć, że każdy człowiek nosi w sobie wizerunek swoich rodziców i że ten obraz kieruje jego zachowaniem, przynajmniej częściowo. Ale widzisz, jednak jest tak, że te zasady, których Ty sam przestrzegałeś i które ja od Ciebie przejąłem, nie były zasadami, które sam stworzyłeś; były raczej regułami, które mi przekazałeś, tak jak zostały one Tobie przekazane, kiedy sam byłeś jeszcze dzieckiem.

I bardzo możliwe, że większość z tego, czego się od Ciebie nauczyłem, nigdy nie została zwerbalizowana – że zasady, które rządziły Twoim postępowaniem (których się nauczyłem, obserwując Ciebie), były niejawnie ukryte w Twoim zachowaniu, a teraz są niejawnie zapieczętowane w moim. Dokładnie w taki sposób nauczyłem się języka – głównie poprzez obserwację i słuchanie, a tylko częściowo dzięki jawnemu nauczaniu. I tak, jak z pewnością można poprawnie mówić, równocześnie nie będąc w stanie wyjaśnić zasad gramatycznych leżących u podstaw tworzenia wypowiedzi (i najczęściej tak się właśnie dzieje), tak samo można wywierać wpływ na świat i czynić założenia na temat jego natury, nie wiedząc wiele o wartościach i przekonaniach, które w nieunikniony sposób leżą u podstaw tych działań i założeń.

Struktura naszego języka powstała w trakcie procesu historycznego i w pewnym sensie stanowi jego ucieleśnienie. Struktura, która rządzi naszym postępowaniem i postrzeganiem, również powstała w trakcie dziejów i także stanowi ich ucieleśnienie.

Implikacje tej idei oszołomiły mnie. Próbowałem rozważać samą historię jako jednorodne zjawisko – w pewnym sensie jako jedną rzecz – aby zrozumieć, czym ona jest oraz w jaki sposób wpływa na to, co myślę i co robię. Jeśli zdasz sobie sprawę, że historia w pewnym sensie toczy się w twojej głowie i równocześnie zrozumiesz, że nic nie wiesz o znaczeniu historii, jej sensie – co nieomal na pewno jest prawdą – wówczas w nieunikniony sposób pojmiesz, że nie wiesz nic na temat znaczenia samego siebie i nic na temat swojego własnego sensu.

Piszę swoją książkę, starając się wyjaśnić psychologiczne znaczenie historii – sens historii. W ten sposób udało mi się „odkryć” kilka interesujących rzeczy:

  1. Żadna kultura, za wyjątkiem kultury Zachodu, nie posiada historii opartej na „obiektywnych wydarzeniach”. Historia innych kultur – nawet tych wysoko rozwiniętych, jak kultura Indii, Chin, starożytnych Greków i Rzymian – jest mitologiczna, co oznacza, że opisuje to, co oznaczało dane wydarzenie w kategoriach psychologicznych, zamiast opisywać, jak się ono wydarzyło – czyli w kategoriach empirycznych.

  2. Wszystkie kultury, nawet te najbardziej różniące się od siebie z natury, rozwijają się według jasno przewidywalnych torów i mają w ramach swojej mitologicznej historii pewne stałe cechy (tak jak okazuje się, że wszystkie języki mają wspólną strukturę gramatyczną, kiedy poddamy je wystarczająco abstrakcyjnej analizie). Kierunki rozwoju kultury są biologicznie określone, a zasady rządzące tym rozwojem stanowią konsekwencję psychologicznej ekspresji neurofizjologicznych struktur. (Tę tezę będzie mi najtrudniej udowodnić, ale mam na jej poparcie kilka solidnych dowodów, a im więcej uczę się na temat neuroanatomii i neuropsychologii, tym klarowniejsze stają się te dowody).

  3. Mitologiczne interpretacje historii, podobne do tych, które znajdujemy w Biblii, są tak samo „prawdziwe” jak klasyczne Zachodnie interpretacje empiryczne – dosłownie tak samo prawdziwe – ale sposób, w jaki są one prawdziwe, jest inny. Zachodni historycy opisują (albo przynajmniej myślą, że opisują), „co” się wydarzyło. Tradycje mitologiczne i religijne opisują znaczenie tego, co się wydarzyło (a należy zauważyć, że jeśli to, co się wydarzyło, nie ma znaczenia, to znaczy, że nie jest istotne).

Tak czy inaczej – nie potrafię w jednym liście objaśnić pełnego zakresu tego, co planuję zrobić. Mam nadzieję opisać w swojej książce kilka historycznych tendencji i to, w jaki sposób wpływają one na zachowanie człowieka – w podobny sposób, w jaki spróbowałem to zrobić tutaj. Co ważniejsze, mam nadzieję opisać nie tylko to, w czym tkwi problem (w ujęciu historycznym), ale gdzie może znajdować się jego możliwe rozwiązanie oraz jakie, prawdopodobnie, mogłoby ono być – i mam nadzieję opisać to w sposób, który umożliwi zastosowanie tego rozwiązania.

Jeśli chciałbyś, żebym opowiedział Ci więcej (nie zawsze potrafię określić, czy ktoś jest zainteresowany), zrobię to później. Nie wiem, Tato, ale mam wrażenie, że odkryłem coś, o czym nikt inny nie ma pojęcia i nie jestem pewien, czy będę umiał oddać temu sprawiedliwość. Zakres tego jest tak szeroki, że na raz potrafię jasno dojrzeć tylko poszczególne fragmenty i niezwykle trudno jest wszystko to zawrzeć na piśmie w zrozumiały sposób. Widzisz, większość wiedzy, którą staram się przekazać w sposób werbalny i logiczny, zawsze była przekazywana przez jednego człowieka drugiemu człowiekowi za pośrednictwem sztuki, muzyki, religii i tradycji, a nie drogą racjonalnego wyjaśnienia. Przypomina to tłumaczenie z jednego języka na drugi. Ale nie jest to zwyczajnie inny język – jest to całkowicie inny rodzaj doświadczenia.

Niemniej jednak, cieszę się, że Ty i Mama macie się dobrze. Dziękuję za przygotowanie moich deklaracji podatkowych,

Jordan

Dostępne formy płatności: Blik, Przelewy24, BitCoin (krypto waluty BitBay Pay), PayPal, karta płatnicza lub karta kredytowa (Stripe.com)
Visa
American Express
Mastercard
Mastercard

©2021 www.jordanbpeterson.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Skontaktuj się z nami!

Nie ma nas w pobliżu ale możesz napisać nam email. Odpowiemy najszybciej jak to będzie możliwe. Możesz też napisać do nas w wiadomości na naszej stronie na facebooku. Otwórz Messengera :)

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?